sobota, 21 września 2013

Milewski baczność!

Aloha !

Dziś rzucam na ruszt temat własnej osoby - Zapraszam do lektury.

Podobno ocenianie własnej osoby jest najtrudniejsze.
 - Przyznam rację, że to nic prostego.
Swędzi mnie wiele motywów o których chcę opowiedzieć ale z racji na mój krzywy styl pisania czegokolwiek zacznę chaotycznie temat. (Bo nie mam pojęcia od czego zacząć.)

Nie należę do osób, które lubią przesadzone w wartości tytuły - do takich tytułów zaliczam "Artystę". Dla niektórych mogłoby się wydawać, że to nic przesadzonego lecz dla mnie to jest tytuł o wartości dość znacznej.

-Dlaczego mnie to swędzi?
Przez wiele osób jestem nazywany "Artystą"
-Nie zasłużyłem!
Osobiście walczyłem przez kilka ostatnich lat z myślami czy mam prawo nazywać się "Rysownikiem" tylko dla tego, że rysuję. Moje prace nie są wg. mnie w chwili obecnej tym czego od nich wymagam tzn. czego wymagam od samego siebie w ich interesie. Z niepewnością i przymrużeniem oka Rysownikiem się w tej chwili czuję lecz na pewno nie artystą.
(mam nieco spaczoną definicję tego słowa co nie zmienia faktu, że za nikogo przezajebistego się nie uważam.)

-Mam w głowie pomysły, których nie potrafię zrealizować!
Wyniki wielu z nich są garstką tego czego się spodziewałem po nich. Ni to żal do tych prac ni to do siebie, taka mieszanka frustracji i uśmiechu pod nosem, że wszystko idzie powoli do przodu ale ciągle nie uzyskałem tego o co walczę by poczuć się spełniony.

-Jestem samoukiem, który drepta po omacku.
Przez większość czasu odkąd tym się zajmuje nie miałem pojęcia, czy obchodzę się z tym w odpowiedni sposób. Od podstawówki obserwowałem i wręcz podziwiałem grupę osób, która się zajmowała rysowaniem w sposób dla mnie niezwykły - nieosiągalny wg. mojego rozumowanka za tamtych czasów. Nakręcałem się, odczuwałem zapach lekkiej rywalizacji / wyścigu o coraz lepsze prace w grupach tematycznych.
 (nie wychodziło mi to za dobrze-Najczęściej miałem złe podejście do sprawy). Mając te 9-14 lat jarałem się tym co robię w taki sposób, że byle z wykonanego drobiazgu, który w najmniejszym stopniu dorównywał moim "młodym idolom".

Swoją drogą sam początek tego faktu, że rysuję do teraz, zawdzięczam Pani Krysi (mojej wychowawczyni w przedszkolu) Pani Krysia rysowała Pokemon'y dzieciom, które miały fisia na tym punkcie (w tym ja).
Nie potrafiłem zrozumieć, jak to możliwe by przerysować prawie identycznie wydrukowany obrazek - Jako dzieciak nie miałem nawet pojęcia by podejrzewać ludzi o wykonanie danej pracy, która była nadrukowana w postaci Pokemona na kartach, kapslach, koszulkach o ręcznikach nie wspominając. Bądźmy szczerzy, które dziecko w wieku 4-6 lat a nawet wyżej zastanawia się "Jak powstał obrazek, który jest gdzieś nadrukowany". Wracając do Pani Krysi : P .... Pamiętam jak wczoraj moje pytanie do przedszkolanki "Nauczyłaby mnie pani tak rysować ?"


-"Nie umiem Cię nauczyć"


Zanim dotarły do mnie te słowa jeszcze chwile wcześniej będąc pewnym sukcesu gówniarzem, że pani po prostu mnie od tak nauczy słyszałem takie gówniane nic w głowie. Taką szorstką nicość myśli. Taki tonący kolorowy kamyk, który szybko znika  w wodzie. Jak już dotarło do mnie, że pytanie jakie zadałem ze 100% pewnością na odpowiedź "Tak" okazuje się porażką - Odczuwam złość w środku, lawinę pytań do samego siebie "Czemu?" "Czemu?" "Czemu?" "No czemu ?" Rodzi się kaprys - Nauczę się sam ! Pamiętam, że popłakiwałem po kątach bawiąc się swoim Lego. Siadałem przez kolejne dni niedaleko Pani gdy rysowała pokemony i naśladowałem jej rysunki. Dobrze pamiętam ile to razy próbowałem odwzorować Krabby'iego i Kingler'a z żetonów Tazo do znudzenia z cienkim skutkiem.

 (jakby ktoś nie wiedział o czym mowa to podaje linki do Pok'ów poniżej : P )
Krabby> http://bulbapedia.bulbagarden.net/wiki/Krabby_(Pok%C3%A9mon)
Kingler > http://bulbapedia.bulbagarden.net/wiki/Kingler_(Pok%C3%A9mon)

Generalnie kaprys trwa do dziś z tą różnicą, że kiedy tylko mam okazję spotkać Panią Krysię na mieście zawsze czuję super wdzięczność za tą sytuację, której z pewnością nie zapomnę. Planowałem nawet rok temu zrobić taki nie spodziewany prezent w postaci jakieś pracy dla Pani Krysi tyle, że odpuściłem sobie to jak tylko przemyślałem fakt jak ja to jej wyjaśnię - Mogła by się poczuć dziwnie a na odwagę ciężko mi się zebrać.

Ostatnimi czasy zapisałem się na kurs do wykładowcy z Warszawy M.Wolframa, który ma nade mną w obecnej chwili nadzór i pomaga mi wyłapywać moje techniczne błędy, które jako samouk często gęsto popełniam. Pracuję teraz nad skompletowaniem teczki na studia i ogólnym poprawieniem mojej kreski. Generalnie widzę w Wolframie osobę konkretną, że tak powiem czuję się pewnie w jego rękach.

Zawsze mnie zastanawiała szczera opinia ludzi na temat moich prac, co może odczuć ktoś obserwując np. to > http://cinnamon-alwej.deviantart.com/art/Storm-Of-Faces-Final-Form-367617321
Staram się na wszelkich targach na których zdarza mi się wystawiać moje prace rozmawiać z ludźmi o ich odczuciach, ocenie, wrażeniu i ogólnie co ma do powiedzenia człowiek, który chcąc nie chcąc jest odbiorcą moich pomysłów. Może się wydawać to dziwne ale aż dławią mnie słowa "Super praca !" "Fajna praca !" Miło słyszeć, że coś co zrobiłem spodobało się komuś (nie zawsze jestem pewny czy ktoś nie mówi tak po prostu z grzeczności)
Zdecydowanie rarytasem jest dla mnie krytyka.
TAK KRYTYKA !
Wskazówka osoby, która nie boi się mówić o bolączkach pracy, którą widzi jest dla mnie zajebiście cenna.
Aż boli mnie jak widzę niektórych rysowników, którzy dosłownie lamentują:
"NIE CZEPIAJ SIĘ !!!"; "CZEMU TAK PO MNIE JEŹDZISZ !"

Serio krytyka to jakby gotowe odpowiedzi na sprawdzianie. Jako samouk doszukiwałem się błędów nosem w kartce szukając, szukając, szukając co robię źle ! Trudno mi jest poznać co robię źle gdy tak po prostu robię. Dlatego rzut światła na pewne "byki" jest dla mnie niezwykle ważny
- NIE BÓJCIE SIĘ MÓWIĆ CO MYŚLICIE O CZYMŚ ! TO DLA DOBRA AUTORA ! : D

Jestem w duchu ciekawy czy istnieje osoba, która została poruszona moją pracą (zmienił się delikatnie jej tok myślenia lub coś w tym stylu) Moje prace dorastają wraz ze mną i chciałbym, żeby nie przestawały : D

Wspomniałem na początku, że "Dreptam po omacku" tak to prawda lecz z każdą osobą, rzeczą, motywem, wydarzeniem, które wnosi coś do mojego myślenia widzę więcej w tej "nicości" w której dreptam. Spełnienie poczuje na pewno wtedy gdy ta "ciemność" będzie dniem a w tym co robię będę widział wyraźnie dróżkę, którą przedreptam na tą metę.

Aloha !
P.S
Generalnie nadużywam słówka "Generalnie" zauważyłem po fakcie ; p




wtorek, 17 września 2013

Kierownica.

Aloha!

Nurtuje mnie ostatnio pewien motyw dotyczący prawka, który chciałbym poruszyć w dzisiejszym wpisie - Zapraszam

Praktycznie większość osób wyrabia sobie prawko od momentu kiedy to tylko możliwe - jedni dlatego, że to definitywnie ułatwi im codzienne funkcjonowanie np. Mieszkają daleko od swojej szkoły. Inni zaś dla zasady bo "Oni mają to ja też"

Słyszałem wielokrotnie coś w stylu "Nie rozumiem  jak można jeszcze nie mieć prawka"
Zaskoczę takie osoby bo - MOŻNA! czemu niby prawko to jakiś niezwykły przymus jak np. wyrobienie sobie dowodu? Jedni wyrabiają kiedy tylko mogą drudzy dopiero jak zaczną czuć taką potrzebę.

Ja osobiście nie mam jeszcze p.jazdy bo najnormalniej w świecie nie miałem czasu przez wakacje się tym zająć (nie mam też jakiegoś parcia na śpieszenie się z tym) Mieszkam pól piosenki od mojej szkoły - praktycznie od zawsze radziłem sobie bez samochodu więc dlaczego teraz to jakiś niezbędnik?

>Trochę wyrozumiałości w tej kwestii : D

Pozdrawiam! - Aloha!



środa, 4 września 2013

Akcja Kuracja.

Aloha !

Po dłuższej przerwie wracam na tory i na kowadło rzucam temat sanatorium - Zapraszam.

Od 3 lat jeżdżę na wakacyjne turnusy sanatoryjne w celu straty niepotrzebnej masy. Do tej pory zostawiłem w sanatoriach łącznie 26 kilogramów. Samopoczucie ? - Genialne !
W moim przypadku nosiłem na sobie 30-40 kg zbędnej wagi.

Brzmi źle ? O tak ! Wyobraź sobie noszenie ze sobą worka cementu lub innego ciężaru całe doby.
Czujesz ciężar ? Zdecydowanie - Nie miałem pojęcia jak się czuje osoba szczupła i teraz wiem, że to bardzo przyjemne uczucie, którego zapewne nie czuć tak bardzo będąc w przedziale wagowym poprawnym.
 (Nie twierdzę że teraz jestem szczupły ! Jestem szczuplejszy o 26 kg, których brak odczułem zajebiście a spalić mam w planach jeszcze 15.)
Podczas kuracji miałem zaburzenia równowagi za sprawą spadku masy lecz po okresie tygodnia - półtora równowaga wróciła do normy.

Zapewne wisi pytanie "Jak tam wygląda kuracja i co się robi by spalić tą zbędną masę w takim ośrodku?"

1. SPACERY ! - tak podstawowy ruch jest obowiązkowy by ta tkanka wiedziała, że jest wypraszana.
2. JEDZENIE > wskazana była ilość 1400kalorii dziennie lecz nasz pokój sobie to podrasował do 800-1000. Jadłospis wyglądał tak:

+Rano - 2 chlebki razowe + dodatki w postaci mięska, pomidorka i innego warzywka.
+Później owoc na drugie.
+Obiad - Nie jedliśmy ziemniaków i makaronu -> wypijaliśmy zupę i jedliśmy mięsiwo gotowane na parze + ewentualne warzywka i surówki.
+Później coś break (kisiel lub paluszki XD ) albo owoc.
+Kolacja - Wcale albo kanapka (1 razowy) i dodatki te co śniadanie.

3. RUCH> W Ciechocinku gra się w dzień przy pogodzie w siatkówkę opcjonalnie. Wypady po obiedzie na Tężnie czasami > http://pl.wikipedia.org/wiki/T%C4%99%C5%BCnia

4. ZABIEGI> Ja osobiście miałem gimnastykę codziennie o 7 rano, siłownię (mechanoterapię) na atlasie praktycznie w każdy dzień poza weekendem., basen solankowy i borowinę (borowinka bardziej na stawy i inne schorzenia)

5. SIŁA WOLI> Picie wody jak się chce jeść a jeżeli to nie daje rady rzucie gumy. Nasz pokój wynagradzał sobie ten "post" wypadem w weekend na lody tak, żeby zabić ssanie w żołądku na coś słodszego.

Jeżeli chodzi o to co robię w domu to generalnie staram się uważać na kolacje, jeść w podobnym stylu jak w Ciechocinku lecz częściej pozwalam sobie na coś kalorycznego ale bez przesady. Staram się trzymać blisko 1200-1400 kalorii, czasem poniżej tysiaka a od czasu do czasu ostrzej powyżej półtora.

Towarzystwo na turnusach zawsze trafia się wyborowe, rzadko trafia się coś toksycznego/problematycznego ze strony innych kuracjuszy. Generalnie każdy turnus wspominam jako miesiąc odpoczynku i 27 dni spędzonych w gronie ludzi których widzi się 24/7 przez cały miesiąc. Przyznam, że przywiązywałem się do innych kuracjuszy bardzo szybko z wzajemnością. Wspólnie spędzany czas, odpały, dialogi i wszystkie zajebiste chwile są dla mnie bardzo cennymi wspomnieniami, do których często wracam myślami.

Każdego niezdecydowanego na podjęcie się kuracji w takich ośrodkach jak Markiewicz w Ciechocinku lub Korona Piastowska w Szczawnie-Zdrój chciałbym poklepać po plecach i polecić te sanatoria. To wspaniałe miejsca, które wywarły duże zmiany na moim wyglądzie, myśleniu i działaniu : D Utrata wagi w moim przypadku nie była jedyną pozytywną zmianą jakiej doświadczyłem.

Pozdrawiam wszystkich kuracjuszy z którymi spędziłem tamten czas.

Aloha !

Zapraszam przy okazji na blog Piotra : D ostatnio dużo się u niego dzieje !
http://deathgod72.blogspot.com/





środa, 21 sierpnia 2013

"W moim bucie jest wonsz".

Aloha !

W dzisiejszym programie na widelec weźmiemy postać osoby, którą chciałbym przybliżyć ku obiektywowi w celach naukowych.

-Hej widzisz to !?
-To ptak !
-To Samolot
-Nie ! To Piotr !


Piotr - Zwany wśród kolegów studentów "Wonszem", w internecie "Deathgod72" a dla mnie jest to po prostu "Piter". 

Jak się poznaliśmy? Jeśli dobrze pamiętam 3 lata temu w wakacje zadzwonił telefon:
 -"Hej Łukasz, wpadnij do LO pomożesz nam z płytkami w sali informatycznej." 
Rozłączyłem się z wujkiem a po chwili ogarnąłem się do wyjścia - szkoła pół piosenki od domu - byłem po chwili na miejscu (Pierwszy raz wszedłem do tego budynku chociaż już po wakacjach miałem się tam uczyć.) w wejściu jedna myśl "Wtf nie zapytałem gdzie jest ta sala.. dobra znajdę"
Latam z góry na dół - nigdzie nie ma sali informatycznej. W końcu dreptając po parterze usłyszałem czyiś śmiech z piwnicy szkoły - zbiegłem szybko na dół (Zdziwiło mnie echo przy schodzeniu w dół) zbytnio nie wiedziałem gdzie schodzę - byłem tam pierwszy raz i było tam dość ciemno, za chwilę kawałek korytarza a głosy wyraźniejsze z każdym krokiem utwierdziły mnie w przekonaniu, że to oni.

Wszedłem do środka - szybki skan pomieszczenia: szeregi monitorów, Wujek, Marek, kolega Marka nr1, kolega Marka nr2. Cacy - damy radę przy takiej ekipie. Z racji, że kolegów Marka nie znałem wcześniej po prostu się przedstawiłem. Najpierw przywitałem się z Michałem, który właśnie męczył się z pakowaniem płyt do pudełek później podskoczyłem do gościa siedzącego w rogu sali przegrywając jedną z płyt równocześnie przeglądając Demotywatory.

Uścisk dłoni z Piotrkiem i powitanko - przez następne godziny przegrywaliśmy płytki poznając się przy okazji z chłopakami. Miałem uprzedzenia na początku lecz szybko zmieniłem zdanie kiedy lepiej się z nimi poznałem. Po pracy zgadaliśmy się na jakieś spotkanie w najbliższym czasie po czym wróciłem do siebie.

Od tamtej pory drugi kontakt z Piterem miałem dopiero po dostaniu się do Liceum tam zaczepiliśmy się kilka razy na schodach zagadując się do dzwonka. Okazji do rozmowy było mało bo nigdy wcześniej nie zapytałem go o skajpa czy inne komunikatory gdzie można by było pogadać. Dopiero w drugim półroczu na bieżąco utrzymywaliśmy kontakt zarażając się wspólnymi tematami - z reguły był to LoL.

Wiele kolejnych wydarzeń w których miałem problem mniejszy lub poważnie większy a w nich Piter bez wahania (nie to, że pomógł) on bezinteresownie chciał pomóc - Utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie jest to tylko człowiek do rozmowy ale z krwi i kości osoba, której mogę zaufać.
"Przyjaciół poznaje się w biedzie" - tak ! te powiedzenie jest bardzo trafne przy budowie naszej znajomości.

Bardzo często chcieliśmy działać coś wspólnie lub z grupą a pomysły rodziły się większe za każdym razem (efekt kuli śnieżnej). Od długiego czasu wiele akcji buduje nasze relacje - Jak w każdym towarzystwie tworzy się swego rodzaju żargon/slogan - zabawne motywy, wspólny język itd. Piter wg. mnie jest bardzo oryginalną postacią, jego gust muzyczny jest zabarwiony J-Rockiem (azjatycki rock) Szczerze nie znam osoby, która pasjonowała i czerpała większą radość z tej muzyki niż on. Oboje gustujemy w japońskich wytworach: Manga, anime itd. Ja zaś jestem zamiłowany w japońskiej kuchni - Piter bardziej po stronie muzycznej : P

Po części realizuję się - spędzam czas z satysfakcją, że dana rzecz nie dała tylko mi powodu do (u)śmiechu.
Trudno mi tak naprawdę opisać jak to traktuję. Z pewnością byłbym dużo biedniejszy w doświadczenie i cenne lekcje po różnych problemach, gdybyśmy się nie poznali wtedy. Cenię sobie ludzi, którzy nie patrzą tylko na swoje korzyści ale liczą się z innymi i ich zdaniem.

A taką właśnie osobą jest Piotr : j

Aloha !

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Muchy Neptyka.


Aloha !
Odczułem mocne wyczerpanie podczas ostatnich dni fizyczne jak i psychiczne. Totalnie czuję się jak kulki w maszynie losującej. Pare dni temu złapałem za siekierkę co mnie do tej pory porządnie rozbroiło, trochę za ostro wziąłem się za to... zdecydowanie. Dzień po robocie zgięcie się graniczyło z cudem a siedzenie przy komputerze wychodzi na plus bo pierwszy raz jestem ciągle wyprostowany siedząc. Wstaje dużo później niż pare dni temu - po ludzku wstaję skatowany samym leżeniem.

Muchy .... Muchy .... Muchy kuźwa oblężenie ! Są wszędzie ! Lewa ręka ! Prawa ! Głowa - szyja - ręka - druga - noga - szyja - głowa ! A Ty człowieczku masz tylko parę łap do machania a ich jest batalion w pokoju a po chwili nie ma żadnej jak wstaniesz z łapką na muchy podpieniony : I

-Wyłazić mendy !
-....
- (._.) Dzie jesteście ?
-........................................bz...
<jebjebjebjebjejb łapką>
-Hyhiehiebzbzb hy hy hie bzbzbz <Uciekająca uskrzydlona menda>

Ostatnimi czasy wziąłem się za większą prackę, którą świeżo co skończyłem. Przesiedziałem ogółem 20-21 godzin nad tym arkuszem A3 - wymyśliłem sobie tak czasożerne tło, że jakby ktoś mnie teraz namawiał do powtórki nawet za duże pieniądze w odpowiedzi bym się zrzygał. Nie żeby mi się efekt nie podobał - Po to tyle dłubałem to, żeby efekt wyszedł fajno :> Ale sam proces był tak wyczerpujący, że yhhhhh. Podobnie jak większość prac ta też była improwizowana - Twarz wydaje mi się porcelanowa a tytuł powstał za sprawą tego skojarzenia "Pani Porcelana"


Apropo spraw tego gatunku to zamówiłem akwarele Karmańskiego by się zacząć zaprzyjaźniać z farbami bo do tej pory ich się jednym słowem bałem - Markery, rapidografy i ołówki + kompjuter mi wystarczały ale poczułem chcice na zdobywanie doświadczenia w tym czego się boję ; p Oby coś z tego wyszło.

Dorzuciłem do zamówienia pare tubek akryli bo mam taki plan by stare znoszone koszulki przybajerzyć w jakieś napisy, motywy itd : P tchnąć w nich więcej sensu niż pusta koszulka.
(Jak jakieś zrobię zapewne wrzucę)

Generalnie zbieram siły na zrobienie przynajmniej 3 prac na A3 a jak dobrze pójdzie to jakąś na B2

Trzymajcie się ! Aloha !
<jebjebjebjebjeb łapką za muchą>


piątek, 16 sierpnia 2013

Z łokcia !

Aloha !
Masz często tak, że przemieszczając się po mieście pieszo w uszach siedzą Ci słuchawki a Ty wędrujesz kreując sobie teledyski przez pryzmat tego co właśnie widzisz ? Idziesz w rytm muzyki, wykonujesz odruchowe ruchy za sprawą tego co właśnie usłyszysz albo krok staje się pewniejszy. Zakładam, że prawie każdy kto praktykuje muzykę jako "umilacz" "miła używka" "stroik nastroju" zauważył w swoim zachowaniu, że jest to nieodłączne w codziennym funkcjonowaniu - takim po swojemu.

Swoją przygodę z muzyką zacząłem w podstawówce jarając się początkowo takimi utworami jak:
Mambo Nr.5, Crazy Loop, O-Zone - Dragostea Din Tei czy Las Ketchup. Później mały Cynamon usłyszał metal i strzeliło mu coś na łeb na dobre 2-3 lata. Umiałem dosłownie gardzić wszystkim co nie jest metalem. Później ta ciężka mania zakończyła się na poznaniu Green-Day'a. który małymi kroczkami popchnął mnie do odkrywania nowych dla mnie gatunków: Jazz, Blues, Country, Rock&Roll. Ogólnikowo każda piosenka oparta na rock'n'rollu rodziła mi w brzuchu mrowisko i ładowała weną. - Lubię to uczucie gdy 2 i pół minuty utworu daje mi większy zasób energii niż odpoczynek czy sztuczny doping. Za to jest coś takiego jak przedobrzenie, są takie utwory w których można się zakochać od początku a przy usłyszeniu tego dziesiąty raz czujesz się jakbyś włożył sobie dwa palce w gardło - Tiaa .. 
Nie mam tak, że lubię każdy gatunek po trochu, co prawda lubię niektóre grupy np. coś z Dubstep'u -Infected Mushroom dajmy na to. Ale to jest zazwyczaj są to tylko wyjątki jak w przypadku pop'u - Little Talks. Popu nie lubię ale są utwory z takich rodzin, które po ludzku do mnie przemawiają. Za to zespoł Rockowy, który bardzo lubię i z pewnością budzi wiele odruchów i myśli z mojej strony to AC/DC.

 Nie przepadam za hip-hopem, rapem bądź tego podobnymi rytmami - Nie trawię tego i ewidentnie staram się unikać. Prawdę mówiąc rap i hip hop to nie  jedyne takie gatunki - Jest jeszcze techno, klubowa muzyka i disco > Nie czuję tego ! Po prostu : I

Egoistycznie często się podchodzi do sprawy gardząc "Czego Ty człowieku słuchasz ?!"
Nie powiem, ale sam miałem taki odruch kiedy słyszę, że ktoś jara się do krwi disco polo. Ale po dłuższym namyśle dochodzi do mnie, że każdy słucha tego co go rajcuje i nic mi do tego czy ktoś skacze pod sceną Bieberowi czy jeździ na Wnory by się wyszaleć. Tak samo nic do tego drugiej stronie kiedy ktoś słucha staroci i rozmarza się przy gitarowych kawałkach. Od dłuższego czasu staram się być tolerancyjny w tej kwestii - Muzyka to rzecz codzienna w której każdy z nas ciągnie inne korzyści ! 

Pożegnam się utworem, który mnie wczoraj zainteresował.
http://www.youtube.com/watch?v=0g9poWKKpbU&list=FLys6Lj_IlcTSbRR5y5GXAzA&index=3

Aloha : j




czwartek, 15 sierpnia 2013

Kawa czy Herbata ? - Yerba Mate !

Aloha !

Liczę sobie już  2 tygodnie jak to  pokłóciłem się z kawą i herbatą za sprawą przerzucenia się na Yerbę.
Odkąd pamiętam dziennie piłem do jednego - półtora dzbanka herbaty i było to dla mnie w pełni naturalne. Kawa oczywiście witała się ze mną często - można powiedzieć, że zdradzałem herbatę z kawą. - Do Czasu..
W obecnej chwili odstawiłem na bok klasyczną dla mnie herbatkę i kawkę z powodu Yerby.
(zarażony zostałem nią przez Pitera http://deathgod72.blogspot.com/)

(wysuszone, zmielone liście ostrokrzewu paragwajskiego, niekiedy również świeże, przygotowane do robienia naparu popularnego głównie w krajach Ameryki Południowej (ArgentynieParagwajuUrugwajuBrazylii), także w niektórych krajach Bliskiego Wschodu, głównie w Syrii i Libanie.)

Dosłownie zakochałem się w smaku, działaniu i (że tak powiem)- charyzmie Yerba Mate.
Na moje szczęście pierwszą Yerbą jaką piłem była Yerba smakowa stąd może i moja miłość do Yerby wyrabiając sobie B.dobre pierwsze wrażenie. Opinie osób, które próbowały na początek mocno zaparzonej  Yerby klasycznej miały skojarzenia w smaku jak "zaparzenie popielniczki".  Jakiś czas później zakupiłem zapas suszu (2kg) 4 rodzaje po pół kilo: Klasyczna Yerba Pajarito, kawowa CBSe, Cytrynowa Amanda i CBSe z guaraną.
Zaparzam codziennie rano dzbanek wody, który później wlewam razem z wodą wystudzoną do większego naczynia aby otrzymać wodę letnią (70-80 stopni) Z racji, że sam susz oddanie nam powoli smak z siebie - napar można zalać do 6-7 razy aż przestanie się odczuwać smak Yerby. Samo naczyńko z którego się pije zasypuje do 1/2 - 3/4 objętości suszem. Charakterystyczny dla Yerba Mate jest sposób picia - Pije się przez Bombilę (metalowa rurka z filtrem na końcu, która zapobiega picie suszu.)

Takie Sesje po 6-7 zalań stosuje 1-2 razy dziennie i czuję się zdecydowanie lepiej niż po znanej nam wszystkim kawie. Dla osób odchudzających się mam sympatyczną wiadomość bo w tej kwestii Yerba jest dobrym pomocnikiem. Nie potrafię sobie wyobrazić funkcjonowania 3 dni bez Yerby.

Na pytanie "Kawa czy Herbata" odpowiadam - Yerba Mate : j

Pijcie Yerbę ! - Aloha !

wtorek, 13 sierpnia 2013

Dewiant

Aloha !
Dziś chciałbym rzucić słów kilka na temat strony jaką jest Deviantart (dA)
>Deviant - http://www.deviantart.com/
>Moja galeria - http://cinnamon-alwej.deviantart.com/

Strona ewidentnie poświęcona sztuce wszelkiej maści: fotografia, rysowanie, malowanie, rzeźby, opowiadania, wiersze, grafika komputerowa i wiele innych. Poradniki do każdej z tych dziedzin także można tam spokojnie znaleźć. Grupy na dA zdecydowanie pomagają w odnalezieniu się w tym środowisku.

Ja w czasie obecnym korzystam z tej strony w celu oglądania cudzych prac + komentowanie (rady/opinia) i przede wszystkim publikowania własnych prac. Samego Devianta traktuję jak "Folder Online" na moje prace/skany - Bardzo często zdarza się tak, że zleca mi się wykonanie jakiejś pracy lub robię pracę na konkurs i po pracy zostaje mi sam skan a z doświadczenia wiemy, że pliki z komputera nie trudno stracić.

Zachęcam wszystkich tworzących lub zainteresowanych do próby wejścia w progi DeviantArt'u.
Jako Rysownik-Samouk na tej stronie znalazłem całe garści motywacji i wskazówek.
Po jakimś czasie użytkowania da się mocno zauważyć czemu służy "Deviant" w tytule : D

Poleca Cynamon
(Pisząc te ostatnie zdanie ciągle mam w głowie głos Piotra Franczewskiego, : P )

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Widelec

(Pianka montażowa w gardle - nie wiem od czego zacząć.)

Emm... Witam wszystkich ! 
Pierwszy post będzie wpisem organizacyjnym - przedstawię swoją, że tak to nazwę "ofertę".
Ostatni blog prowadziłem wieki temu jak jeszcze każdy młodociany przedstawiciel podstawówki ledwo co dotknął internet - tak oto wracam do "blogowania" po 8-9 latach - tym razem z poważniejszymi ambicjami.
Blog powstał za inicjatywą mojego przyjaciela - Piotra. Ten Blog, będzie na swój sposób kooperował (współpracował) z jego blogiem.

>Odsyłam przy okazji w jego progi: http://deathgod72.blogspot.com/

Jego blog zachowuje klimat "kronikarski" ewidentnie notuje tam wszystko to, czym nie chce zaśmiecać tablicy na facebooku. - Swego rodzaju porządek : j  
Nie ukrywam, że mój blog będzie po części pełnił podobną rolę - będę pisał od czasu do czasu o ciekawszych momentach ze swojego życia.

Ale ! Blog będzie głównie poświęcony na rozpisywanie się na temat moich różnych rozkmin (rozmyślenia lub słów kilka na temat, który mnie poruszył.)

Przewiduję wpisy o swojej działalności rysowniczo-graficznej - Chciałbym się podzielić swoim doświadczeniem, i nie tylko. 

Ogólnie wiele pomysłów na wpisy przyjdzie samo i nie da się ich z góry zaplanować : j 
Było nie było postaram się nie przynudzać.

Aloha !